Do RPA dolecieliśmy samolotem, a w zasadzie
samolotami Turkish Airlines z przesiadką w Stambule.
A droga do
Stambułu była oczywiście ciekawa, bo Karol leciała pierwszy raz
samolotem, a dodatkowo było piwko za darmo... Po przylocie do Stambułu
mieliśmy 3 godzinki wolnego, więc korzystając z bogatej oferty sklepów
wolnocłowych, wolnego czasu i darmowych kubeczków z Burger Kinga
degustowaliśmy waniliowego Smirnoffa...
Nie byliśmy jednak aż tak
zachłanni jak siedzący przy sąsiednim stoliku towarzysze władający
językiem rosyjskim,
a w zasadzie już nie władający, tylko leżący
na stoliku z pustą butelką obok. A później wsiedliśmy do samolotu
(dużego samolotu) i niestety siedzieliśmy w środkowym rzędzie i nie
było nam pisane obserwowanie Afryki z lotu ptaka (samolotu). To nic.
Lecieliśmy nad Egiptem, Sudanem, Demokratyczną Republiką Kongo (d.
Zairem), Zambią, Zimbabwe, Botswaną, no i oczywiście skończyliśmy w
RPA!!! Dolecieliśmy do Johannesburga, którego nie udało nam się w ogóle
zobaczyć, pomimo że byliśmy tam aż dwa razy.