BALATON ROWEREM 1998

Galerie rowerowe

POLSKA
GÓRY 1994
EUROPA rowerem 1995 część 1
EUROPA rowerem 1995 część 2
MAZURY 1996
BALATON rowerem 1998

Inne galerie


A tę wycieczkę zorganizowaliśmy
w czwórkę:

ARTUR, WOJTEK, CZAROWNIK
i Gerber.

Wyruszyliśmy 1.07.1998,
a wracaliśmy różnie....

Odwiedziliśmy dwa kraje:
Słowację i Węgry.
Zrobiłem łącznie 903 km.

A trasa była taka:

1.07.1998

WARSZAWA - WARKA -
- RADOM

(105 km)

2.07.1998

RADOM - STARACHOWICE -
- ŁAGÓW

(80 km)

3.07.1998

ŁAGÓW - PACANÓW -
- TARNÓW

(100 km)

5.07.1998

TARNÓW - NOWY SĄCZ

(60 km)

6.07.1998

NOWY SĄCZ - STARY SĄCZ -
- PIWNICZNA - STARA L'UBOVNA -
- KEZMAROK

(85 km)

7.07.1998

KEZMAROK - POPRAD -
- LIPTOVSKY HRADOK

(65 km)

8.07.1998

LIPTOVSKY HRADOK -
- PODBREZOVA - DETVA

(108 km)

9.07.1998

DETVA -  VEL'KY KRTIS -
- BALASSAGYARMAT - SZUGY

(80 km)

10.07.1998

SZUGY - BUDAPESZT

(85 km)

12.07.1998

BUDAPESZT - SZEKESFEHERVAR -
- BALATONVILAGOS

(120 km)

13.07.1998

BALATONVILAGOS - SIOFOK

(15 km)

"ROWEREM NAD BALATON" - OPIS IMPREZY
Tekst stworzony we współpracy wyjazdowiczów:
Artura, Czarownika i mnie.

Impreza rowerowa „Rowerem nad Balaton” rozpoczęła się planowo,
 dn. 1 lipca 1998r. w Warszawie.
Wyruszyliśmy
z ronda Charles’a de Gaulle’a o godz. 10.00.
Pierwszego dnia zgodnie z oczekiwaniami organizatora udało nam się

dojechać do Radomia, gdzie zaplanowaliśmy pierwszy nocleg.
Następne dni przebiegały pod znakiem licznych
drobnych napraw sprzętu,
który niejako „docierał się” przed dalszą trasą.
Najpoważniejszą usterką okazało się
pęknięcie ramy w rowerze jednego z uczestników.
Przez pewien czas jego dalszy udział w imprezie stał pod
znakiem zapytania.
Na szczęście w Tarnowie udało nam się skontaktować z grupą
tamtejszych zawodników i
turystów rowerowych,
dzięki pomocy których groźny z początku defekt został usunięty
i mogliśmy wyruszyć w
dalszą drogę.
Ponieważ naprawa uszkodzonego roweru możliwa była dopiero wieczorem,
ten dzień
wykorzystaliśmy na rekreacyjne
(bez bagażu) zwiedzanie okolic Tarnowa.
Następnego dnia skorzystaliśmy z
zaproszenia owej grupy
i udaliśmy się na trasę wyścigu o puchar Tarnowa w kolarstwie górskim.
Następnie
częściowo „eskortowani” przez poznanych w Tarnowie ludzi
udaliśmy się w dalszą trasę i po kolejnych dwóch
dniach wędrówki,
wiodącej przez Gródek nad Dunajcem, Nowy Sącz, Rytro
przekroczyliśmy granicę
polsko-słowacką w Piwnicznej.
Słowacki etap naszej podróży trwał cztery dni i wiódł m.in. przez:
Kezmarok, Poprad,
Liptovsky Hradok i Detvę.
Był to bardzo męczący etap głównie ze względu na nienajlepsze warunki
atmosferyczne (bardzo niska temperatura) oraz
dużą ilość wzniesień występujących na trasie.
Jednak wspaniałe
widoki min. w Niskich Tatrach
i serdeczność napotkanych ludzi w pełni rekompensowały
nam trudy podróży.

Granicę słowacko-węgierską przekroczyliśmy w Balassagyarmat.
Niedaleko od granicy miał miejsce groźnie
wyglądający wypadek.
Na szczęście żaden z uczestników wycieczki nie odniósł
poważnych obrażeń.
Jednak jeden
z rowerów uległ poważnym uszkodzeniom,
uniemożliwiającym mu w zasadzie dalszą jazdę. Na szczęście udało się

wspólnymi siłami dokonać paru prowizorycznych napraw tak,
iż udało się nam wieczorem dotrzeć do Budapesztu,

gdzie istniała możliwość dokonania koniecznych napraw,
min. wymiana widelca i wspornika kierownicy.

W Budapeszcie spędziliśmy dwa dni, które w większości
spędziliśmy na zwiedzaniu tego pięknego miasta.

Odwiedziliśmy min. wzgórze Gellerta z Kościołem Skalnym,
wzgórze zamkowe z przepięknym kościołem Macieja
i Basztą Rybacką.
Sporo czasu poświęciliśmy również na zwiedzanie Pesztu. Po tym krótkim
odpoczynku
wyruszyliśmy w stronę celu naszej podróży - Balatonu.
Zgodnie z naszym zamiarem
udało nam się pokonać ten
120 km odcinek w ciągu jednego dnia
tak, że w nocy 12 lipca dotarliśmy do naszego celu, jednej z wielu

miejscowości wypoczynkowych nad Balatonem - Balatonvilagos.
Kolejne dni spędziliśmy przemieszczając się
małymi odcinkami wzdłuż
brzegów Balatonu.
Dzięki temu mieliśmy dużo czasu na odpoczynek i regenerację sił
, zwłaszcza, iż od momentu opuszczenia Słowacji pogoda nam dopisywała.
I tu wspólna historia wyjazdu się urywa z
powodu wykruszenia
się części ekipy.