Tekst
stworzony we współpracy wyjazdowiczów:
Artura, Czarownika i mnie.
Impreza rowerowa „Rowerem
nad Balaton” rozpoczęła się planowo,
dn. 1 lipca 1998r. w Warszawie.
Wyruszyliśmy z ronda Charles’a de Gaulle’a o godz.
10.00.
Pierwszego dnia zgodnie z oczekiwaniami organizatora udało nam się
dojechać do Radomia, gdzie zaplanowaliśmy pierwszy nocleg.
Następne dni przebiegały pod znakiem licznych drobnych
napraw sprzętu,
który niejako „docierał się” przed dalszą trasą.
Najpoważniejszą usterką okazało się pęknięcie ramy w
rowerze jednego z uczestników.
Przez pewien czas jego dalszy udział w imprezie stał pod znakiem
zapytania.
Na szczęście w Tarnowie udało nam się skontaktować z grupą
tamtejszych zawodników i turystów rowerowych,
dzięki pomocy których groźny z początku defekt został usunięty
i mogliśmy wyruszyć w dalszą drogę.
Ponieważ naprawa uszkodzonego roweru możliwa była dopiero wieczorem,
ten dzień wykorzystaliśmy na rekreacyjne
(bez bagażu) zwiedzanie okolic Tarnowa.
Następnego dnia skorzystaliśmy z zaproszenia owej grupy
i udaliśmy się na trasę wyścigu o puchar Tarnowa w kolarstwie górskim.
Następnie częściowo „eskortowani” przez poznanych w
Tarnowie ludzi
udaliśmy się w dalszą trasę i po kolejnych dwóch dniach
wędrówki,
wiodącej przez Gródek nad Dunajcem, Nowy Sącz, Rytro
przekroczyliśmy granicę polsko-słowacką w Piwnicznej.
Słowacki etap naszej podróży trwał cztery dni i wiódł m.in. przez:
Kezmarok, Poprad, Liptovsky Hradok i Detvę.
Był to bardzo męczący etap głównie ze względu na nienajlepsze
warunki atmosferyczne (bardzo niska temperatura) oraz
dużą ilość wzniesień występujących na trasie.
Jednak wspaniałe widoki min. w Niskich Tatrach
i serdeczność napotkanych ludzi w pełni rekompensowały
nam trudy podróży.
Granicę słowacko-węgierską przekroczyliśmy w Balassagyarmat.
Niedaleko od granicy miał miejsce groźnie wyglądający
wypadek.
Na szczęście żaden z uczestników wycieczki nie odniósł
poważnych obrażeń.
Jednak jeden z rowerów uległ poważnym uszkodzeniom,
uniemożliwiającym mu w zasadzie dalszą jazdę. Na szczęście udało
się
wspólnymi siłami dokonać paru prowizorycznych napraw tak,
iż udało się nam wieczorem dotrzeć do Budapesztu,
gdzie istniała możliwość dokonania koniecznych napraw,
min. wymiana widelca i wspornika kierownicy.
W Budapeszcie spędziliśmy dwa dni, które w większości
spędziliśmy na zwiedzaniu tego pięknego miasta.
Odwiedziliśmy min. wzgórze Gellerta z Kościołem Skalnym,
wzgórze zamkowe z przepięknym kościołem Macieja i Basztą
Rybacką.
Sporo czasu poświęciliśmy również na zwiedzanie Pesztu. Po tym krótkim
odpoczynku wyruszyliśmy w stronę celu naszej podróży -
Balatonu.
Zgodnie z naszym zamiarem
udało nam się pokonać ten 120 km odcinek w ciągu
jednego dnia
tak, że w nocy 12 lipca dotarliśmy do naszego celu, jednej z wielu
miejscowości wypoczynkowych nad Balatonem - Balatonvilagos.
Kolejne dni spędziliśmy przemieszczając się małymi
odcinkami wzdłuż
brzegów Balatonu.
Dzięki temu mieliśmy dużo czasu na odpoczynek i regenerację sił,
zwłaszcza, iż od momentu opuszczenia Słowacji pogoda nam
dopisywała.
I tu wspólna historia wyjazdu się urywa z powodu
wykruszenia
się części ekipy.
|